Gazeta
Internet

Witaj,     |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

Dołącz do eKulturalnych
Zapomniałem hasła
Przejdź do eKulturalni.pl
GDZIE JESTEŚ:  E-ŚWIATOWID    Aktualności

Data dodania: 10.12.2009 09:34 Kategoria:MŁODY EŚWIATOWID Autor:M. Bielska, MH Placówka:Brak
Chłopak z księżyca. Część druga opowiadania o miłości!
Dziś chcielibyśmy zaprezentować naszym czytelnikom drugą część opowiadania o wielkiej miłości, która "spadła z księżyca". Autorką tekstu pt. "Chłopak z księżyca" jest Martyna Bielska - uczestniczka młodzieżowej sekcji dziennikarskiej działającej w CSE "Światowid". Pierwsza część opowiadania ukazała się na naszym portalu 19 października tego roku. Zainteresowanych odsyłamy do zakładki pt. "Młody eŚwiatowid". A teraz zapraszamy do lektury drugiej części opowiadania, i nie wykluczamy, że powstanie ciąg dalszy.

Czasem tak jest, że jeden moment może diametralnie zmienić nasze życie. Spotkanie z Artemisem odmieniło mój stosunek do świata. Stałam się bardziej otwarta na ludzi, a przede wszystkim czułam szczęście płynące z pierwszego zakochania.

Starałam się nie myśleć o tym, że pewnie go już nie spotkam. Czasami jednak łzy spływały mi po policzkach wbrew mej woli, a w sercu czułam bolesny ucisk. Te chwile, gdy się zdarzały… nie czułam do nich niechęci. Wiedziałam, że dzięki nim jak najdłużej zapamiętam, co mi się przydarzyło. Jednak każdą pełnię księżyca spędzałam u dziadków.

Miałam cichą nadzieję, że któregoś wieczoru ON się zjawi. Czasem siedząc na ławeczce, która wciąż stała w tym samym miejscu, nasłuchiwałam, czy czasem nie usłyszę znajomych kroków na ściółce, czy głębokiego głosu. Dziadkowie wspierali mnie na każdym kroku. Jednakże, jedynie babcia wiedziała o tym, co zaszło w wakacje. Nie zadawała zbędnych pytań, nie osądzała mnie, i nie próbowała wysłać do zakładu zamkniętego.

W końcu, ta historia była nieprawdopodobna, ale widać jej nic nie dziwiło. Spędziłam wiele nocy w czasie pełni na wypatrywaniu ukochanego. Możliwe, że oszukiwałam siebie, ale nie miałam wpływu. Księżyc wciąż niezmiernie mnie pociągał. Poza tym, byłam uparta i trwałam w swoich przekonaniach.

Ludzie z okolicy wytykali mnie palcami, gdy szłam przez miasteczko. Wielu z nich spotykało mnie, gdy wybierali się na nocne spacery, ale też w innych sytuacjach. Uważali mnie za dziwaczkę, wpatrzoną w Księżyc, jakby było to jakieś wielkie zjawisko. Nie rozumieli mnie, jak większość ludzi. Dlatego też, nie przejmowałam się tym zbytnio.

Przywykłam do nieprzychylnych opinii na swój temat. Starałam się jednak zaprzyjaźnić z miejscowymi, chociaż przychodziło mi to z trudem. Nie byłam przyzwyczajona do długich rozmów z kimś z poza rodziny. W szkole, przeważnie stałam samotnie na korytarzach przyglądając się innym, lub coś czytałam.

Pewnego wieczoru, gdy wybierałam się na oglądanie pełni pierwszej nocy w tym miesiącu, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je, lekko zdziwiona, że ktoś odwiedza nas tak późno. Zważywszy również, iż domek dziadków znajdował się na uboczu miasta. Za drzwiami stał Michał – miejscowy chłopak, oraz wnuk przyjaciółki mojej babci. Jeden z, niewielu, który rozmawiał ze mną w miarę normalnie.

- Cześć, Elizo. - Wybełkotał chłopak cicho, drapiąc się po blond czuprynie.
- Cześć. Co tu robisz tak późno? – Spytałam. – Wejdziesz? – Dodałam, gdy zorientowałam się, że trzymam go przed drzwiami, co było trochę niegrzeczne z mojej strony.

- Nie, ja tylko na chwilę. Chciałem spytać… czy… mógłbym iść z Tobą? To znaczy, obserwować z Tobą… Księżyc. – Widać było, że dużo kosztuje go, zadanie tego pytania.
- Jasne, jeśli chcesz. – Odparłam. Zdziwiło mnie to, że ucieszyłam się. Cieszyłam się z tego, że nie będę sama. Pierwszy raz od bardzo dawna.

Poszliśmy, więc na polanę. Michał usiadł na ławce, a ja położyłam się na trawie. Wpatrzona w piękną satelitę całkowicie się wyłączyłam. Dopiero, gdy poczułam lekkie stuknięcie w ramie, ocknęłam się z transu. Spojrzałam za siebie. Mój towarzysz ruchem głowy wskazał na coś, co znajdowało się między drzewami. Właściwie to nie widział nic, ale słyszał szelesty. Przeniosłam wzrok w tym samym kierunku.

Przeszedł mnie dreszcz nadziei. Kroki i szelesty stawały się coraz donośniejsze. W końcu jakaś postać wyłoniła się z za drzew. Byłam w zbyt wielkim szoku, by cokolwiek powiedzieć. Zmarłam, gdy ujrzałam znajomą ciemną czuprynę i piękne oczy.

- Artemis! – Gwałtownie podniosłam się z ziemi i w podskokach podbiegłam do chłopaka, po czym rzuciłam mu się na szyję. Byłam taka szczęśliwa, że łzy popłynęły mi z oczu.
- Elizo. Moja Elizo. – Szeptał brunet, głaszcząc mnie delikatnie po głowie. Wtulona w niego, zapomniałam o Michale, który nie dość, że stał za nami i widział całe zdarzenie, to jeszcze nie był w stanie się odezwać. Po dłuższej chwili, odsunęłam się od ukochanego i odwróciłam do Michała.

- To jest Artemis… mój przyjaciel, a to Michał, syn przyjaciółki mojej babci. – Nie wiedziałam za bardzo, jak mam ich sobie przedstawić.
- Witaj. – Artemis skinął grzecznie blondynowi. Tamten zaś, nieco zmieszany, odezwał się do mnie.
- To ja już może pójdę. Nie protestowałam. Uznałam, że to lepsze rozwiązanie niż tłumaczenie mu, kim tak naprawdę jest Artemis.

Gdy w końcu zostałam z nim sama, nie wiedziałam jak się zachować. Wybuch radości z mojej strony, gdy go zobaczyłam, był nazbyt infantylny. Zmieszana wpatrywałam się w swoje buty, a on milczał. Zaczęło mnie to drażnić, ale nie umiałam znaleźć żadnych słów, które miałyby w tej chwili sens.

- Wróciłeś do mnie. – Oznajmiłam w końcu.
Nie odpowiedział nic, zamiast tego przyciągnął mnie do siebie i przytulił tak mocno, że prawie brakło mi tchu.

- Tęskniłem za zapachem Twoich włosów. – Wydyszał prosto w moje ucho. Poczułam, że robię się cała czerwona, na dźwięk tych słów. Nie byłam przyzwyczajona do takich wyznań.
W tamtej chwili nie liczyło się nic, oprócz tego, że byliśmy razem. W końcu. Kilku-miesięczna męka nareszcie się skończyła. Znowu ze mną był.

Tamtą noc spędziliśmy rozmawiając o tym, co wydarzyło się w przeciągu tych miesięcy. Czułam, jakbym rozstała się z nim ledwie kilka dni temu.
- Mamy dla siebie znowu tylko 3 dni, prawda? – Spytałam. Artemis skinął głową.

Gdy przyszedł moment rozstania, nie mogłam się od niego oderwać. Ale musiałam. Tej nocy, nie spałam, rozmyślając o nim. Rano, wyszłam do ogrodu, by zjeść z dziadkami śniadanie. Niewyspana piłam sok z pomarańczy i bezmyślnie wpatrywałam się w niebo.

- Dzień dobry. – Usłyszałam. Michał stał przed furtką. Jak oparzona, wstałam od stołu i podeszłam do niego.
- Przejdziemy się? – Zaproponowałam. Zgodził się. Poszliśmy, więc na krótki spacer.
- Nie wiedziałem, że masz chłopaka. – Wydusił z siebie w końcu.
- Nie! To znaczy, nie mam chłopaka. Artemis jest… - Urwałam. Przez chwilę miałam ochotę dodać: ,,chłopakiem z Księżyca”, ale oparłam się pokusie. – Artemis jest, starym znajomym.
- Aha. – Michał chyba nie uwierzył w moje słabe zapewnienie.  – Muszę iść. Do zobaczenia.- Pa. – Odpowiedziałam cicho i wróciłam do dziadków.

Wieczorem wyszłam na spotkanie z Artemisem. Byłam podekscytowana. Dzień wcześniej nie bardzo nam wyszło, ale to, dlatego, że czuliśmy małą presję, podczas pierwszej rozmowy od tak długiego czasu.

Tym razem to Artemis czekał na mnie. Widziałam jak jego uśmiech staje się wyraźniejszy z każdym moim krokiem w jego stronę. Przytulił mnie na powitanie. Następnie usiedliśmy na ławce i patrzyliśmy sobie w oczy. Położyłam rękę na jego policzku.

- Tęskniłam za Tobą. Bardzo. Myślałam o Tobie każdego dnia. Każdej pełni przychodziłam tu i czekałam. - Wiem to wszystko. – Odparł Artemis, kończąc tym samym mój monolog. Potem poprosił mnie do tańca, jak podczas ostatniego spotkania.

W pewnej chwili stracił równowagę. W porę uchroniłam go przed upadkiem. Z moją pomocą usiadł na trawie.
- Co się stało? – Spytałam wystraszona.
Artemis milczał uparcie omijając mój wzrok.
- Artemisie! – Niemalże krzyknęłam.
Zmusiłam go, by spojrzał mi w oczy. Ujrzałam w nich łzy.
- Co się dzieje? Powiedz mi!
- Ja… - urwał, po czym padł na ziemie, zemdlony.

Tym razem byłam naprawdę przerażona. Usiłowałam go ocucić. Uniosłam jego głowę i ułożyłam na swoich kolanach, wciąż mówiąc do niego i prosząc by się obudził. W końcu jego powieki uniosły się delikatnie, a po chwili ponownie ujrzałam niebieskie oczy w pełnej krasie.
- Artemisie… - wyszeptałam dławiąc się łzami, które nagle zaczęły spływać mi z oczu. Wytarłam je wierzchem dłoni.
- Elizo. Ja… umieram.
Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Dopiero, co go odzyskałam, a znowu mam go stracić?
- To niemożliwe. – Wydukałam w końcu z trudem.

Chłopak usiłował wstać, jednak nie mógł. To wcale nie wróżyło dobrze.
- Przepraszam. – Usłyszałam.
- Czemu? Dlaczego wróciłeś? By mi powiedzieć, że odchodzisz na zawsze? Po co? – Prawie krzyczałam zanosząc się płaczem. Te krótkie słowo z jego strony wywołało u mnie lawinę uczuć, których nie umiałam zdusić w sobie. Byłam zdruzgotana. Przerażona.
- Ile zostało Ci czasu? – Spytałam w końcu nieco spokojniejszym tonem.
- Niewiele.
- To znaczy?
- Kilka godzin.
- O, mój Boże. – Wyszeptałam. To było zbyt trudne. Nie tak miało być. Nie tak miało się to skończyć. Uparcie powtarzałam sobie w myślach, że to nieprawda, że wcale nie stracę go za kilka godzin. Że nie odejdzie. Nie zostawi mnie przecież samej. To niemożliwe.
- Nie płacz. – Poprosił Artemis wyciągając dłoń w kierunku mojej twarzy. Ocierał łzy z policzków i gładził powieki.

Przez kolejne godziny nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Pomogłam mu unieść się na tyle, żeby opierał się o moje ramie. Objęłam go i razem patrzyliśmy na Księżyc. To było coś, co wciąż nas łączyło i tworzyło między nami swego rodzaju więź. Z czasem Artemis stracił władzę na własnym ciałem i z trudem wypowiadał słowa. Gdy jego powieki zaczęły się zamykać, zrozumiałam, że zbliża się koniec. Łzy ponownie wypełniły moje powieki. Pozwoliłam im płynąć. Powstrzymywanie ich i tak nie miało najmniejszego sensu.

- Elizo… - usłyszałam cichy szept. Momentalnie nachyliłam się w stronę. To, co usłyszałam sprawiło, że moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Dwa słowa.
- Kocham Cię. – Powtórzył chłopak, jakby bał się, że nie zrozumiałam, po czym jego powieki zamknęły się. Przytuliłam go mocniej.

- Też Cię kocham. – Wyszeptałam. Jego ciało stało się lekkie, a po chwili rozpłynęło się na moich oczach, zmieniając się w tysiące malutkich promyczków, które rozświetliły polanę jak najpiękniejsze pochodnie.

Nie czułam już nic. Nie potrafiłam płakać dalej. Jak zaczarowana wpatrywałam się w ostatnie z promyków, które znikały jeden po drugim, powodując, że znowu jedynym oświetleniem był Księżyc wiszący nade mną. To był koniec. A nie dotrwaliśmy nawet do trzeciego dnia…

Martyna Bielska
 

 




 

Podziel się:
Wszelkie prawa do tego tekstu są zastrzeżone. Publikowanie go w całości lub części wymaga zgody Wydawcy.

Kierownik Redakcji: Hanna Laska-Kleinszmidt

tel 55 611 20 69

Jeśli chcesz dodać swój komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się tutaj.
MENU

eŚWIATOWID W LICZBACH

 

Publikacji: 10934
Galerii: 307
Komentarzy: 1354

 


Liczba odwiedzin: 5784005

KONTAKT Z REDAKCJĄ

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich
"ŚWIATOWID"

pl. Jagiellończyka 1
82-300 Elbląg
tel.: 55 611 20 50
fax: 55 611 20 60

 

Redakcja:
redakcja@eswiatowid.pl
tel.: 55 611 20 69

Administrator systemu:
adm@swiatowid.elblag.pl
 

 

 


 

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.