Wędrówki kresowe. Białystok.
Podlasie odwiedziłam w 2011 roku i wiem na pewno, ze wrócę tam jeszcze nie raz. To piękny, specyficzny region. Moje wędrówki kresowe rozpocznęłam od Białegostoku. Weekend. Początek maja. Jedziemy na Podlasie. Chcemy poczuć atmosferę kresów. Nie mamy określonego planu. Wiemy, że musimy być w Białymstoku - sprawy zawodowe, chcemy być w Supraślu, Kruszynianach, a potem ....... Okaże się to w podróży.
Białystok to miasto, które obecnie jest jednym z najszybciej rozwijających się miast w Polsce. Potrafi w doskonały sposób wykorzystać środki unijne i swoje walory przyrodnicze i turystyczne. Dobra strategia promocyjna zapewne przynosi rezultaty w każdej dziedzinie życia miasta. Stolica Podlasia rośnie w oczach.
Dzisiaj Białystok to miejsce atrakcyjne do życia i wypoczynku. To serce „wschodniej ściany” i „Zielone Płuca Polski”. Miasto o wspaniałych walorach ekologicznych i turystycznych, centrum administracyjne, gospodarcze, naukowe i kulturalne tej części kraju.
Specyficzna natura 300 tysięcznego Białegostoku wynika z położenia w pobliżu granicy z Białorusią, Litwą i Rosją i struktury narodowościowej zamieszkującej tu ludności. Miasto było i jest miejscem, gdzie mieszkają Polacy, Białorusini, Żydzi, Litwini, Niemcy, Rosjanie, Tatarzy, Ukraińcy i Romowie. Wymieszało się tu wiele narodowości, wyznań, kultur, obyczajów, kuchni i tradycji. Z tej mieszaniny powstała kolorowa, różnorodna mozaika tworząca specyficzny klimat Białegostoku i swoisty język białostocki. Mówi się śpiewnie, melodyjnie i zaciągając. Co prawda dzisiaj już nie jest to tzw. „śledzikowanie”, ale i tak akcent, pewna maniera językowa cechuje ludzi z Podlasia.
Śledź stał się symbolem Białystoku. Słyszałam, jednak, że wykorzystanie kultu śledzia w promocji miasta nie wszystkim Białostoczanom przypadło do gustu. Nie chcą być „białostockimi śledzikami”.
Ciekawe dlaczego?. Kompleksy czy co?? Przecież kiedyś w mieście dominował śledź, miasto pachniało śledziem, a Żydzi stanowili przed II wojna światową prawie 50% mieszkańców (w 1913 r aż 68%).
Dla mnie to super pomysł, sięgający głęboko w historię miasta. Dla tego regionu nie standaryzacja, „globalizacja” czy jednorodność jest bogactwem. Bogactwem jest różnorodność. Należy szukać co łączy i kultywować to co wyróżnia. A symboli miasta może być wiele, w zależności do jakich pokładów kulturowych, wyznaniowych, narodowych sięgniemy. I to właśnie jest wspaniałe.
Białystok odwiedziliśmy 8 maja 2011. Kilkugodzina wizyta przed dalszą wędrówką po Podlasiu. Mimo, że pogoda nam absolutnie nie dopisała Białystok zrobił na nas pozytywne wrażenie. Co prawda trudno było nam wyłowić specyfikę tego miasta i jego duszę. Wydaje mi się, że miasto ze zdwojoną siłą pędzi do europejskiej standaryzacji i niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zapewne nasza wizyta była za krótka i opinie nasze mogą być przekłamane. O ludziach też jest nam trudno coś powiedzieć. Jedyny kontakt z "tubylcami" – to uroczy przewodnik po auli Pałacu Branickich, Pani w Muzeum i życzliwa Pani w informacji turystycznej.
Ze względu na pogodę i ograniczenia czasowe zwiedzanie zawęziliśmy do Szlaku rodu Branickich (bez Choroszczy) - Pałac Branickich, Kościół farny oraz Cerkwi prawosławnej św. Mikołaja, Kościoła św. Rocha i spaceru po Rynku Kościuszki.
Najpierw Pałac Branickich, najlepiej zachowana XVIII - wieczna rezydencja magnacka epoki saskiej na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej. Dawniej królestwo Jana Klemensa Branieckiego i Izabeli Branickich z domu Poniatowskich, dzisiaj siedziba Uniwersytetu Medycznego.
Pałac Branickich nie jest typowym obiektem muzealnym. Turyści indywidualni mogą obejrzeć ogród, hol i klatki schodowe, a aulę i pozostałe wyremontowane pomieszczenia za zgodą gospodarzy pałacu.
Zaczynamy od zwiedzania kompleksu pałacowego na zewnątrz i parku. Przestaje nas dziwić, że często porównuje się go do francuskiego Wersalu i nazywa się „Wersalem Północy” czy też „Wersalem Polesia”. Jeżeli chodzi o park, to część parku odzyskała swój dawny blask, a pozostała ma szansę na odzyskanie bo właśnie trwają intensywne prace renowacyjne.
Po uczelnianej Auli Magna - dawnej sali balowej i przylegającej do niej kaplicy oprowadza nas czarujący Pan Zenek. Interesująco opowiada o Branickich, o pałacu, o Białymstoku, o istocie zakupionych prze ze mnie pamiątek w postać śledzi. Poznajemy nowe słowo białostockie – „ciosek” czyli „imiennik”.
W kaplicy przy auli zgodnie z zaleceniami przewodnika w celu zapewnienia sobie mądrości zasiadamy w tronie papieskim, a dla zapewnienie sobie szczęścia dotykamy figurkę Czarnej Matki Boskiej. A ponoć ludzie nie są zabobonni i nie wierzą w takie rzeczy …..
Schodząc po schodach jeszcze raz podziwiamy hall na parterze, klatkę schodową prowadzącą na piętro wspartą na dwóch Atlantach i czterech kolumnach z czarnego marmuru oraz rzeźbę rotatora czyli szlifierza autorstwa J.Ch. Redlera.
Opuszczamy kompleks pałacowy i idziemy szukać śladów wielowiekowego współistnienia różnych religii i narodowości ......
Kierujemy się w stronę Rynku Kościuszki, dawnego Placu Bazarnego. Plac ma nietypowy kształt trójkąty. To wynik rozwidlenia dróg traktów do Suraża i Choroszczy. To właśnie tędy wjeżdżały kiedyś furmanki na targ,a sam plac rozbrzmiewał wielojęzycznym gwarem. Stojący tu Ratusz ufundowany przez Braneckiego w 1745 roku nigdy nie pełnił swojej funkcji. Kiedyś było tu .... centrum handlowe z kramami kupców polskich i żydowskich, dzisiaj jest tu siedziba Muzeum Podlaskiego, które prezentuje dzieła wybitnych polskich i zagranicznych malarzy. Po drodze odwiedzamy Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, przystajemy przy pomniku Józefa Piłsudzkiego, podziwiamy kamienice przy rynku.
Spacer po rynku kończymy w cerkwi św. Mikołaja. Mamy szczęście właśnie trwa ślub. Ciekawi obrzędów prawosłanych pozostajemy na kilka minut w świątyni. Co prawda nie jest to nasz pierwszy kontakt z cerkwią, ale po raz pierwszy uczestniczymy w mszy i po raz pierwszy widzimy ceremonię ślubu. Chcielibyśmy zostać do końca, ale wydaje nam się, że przekroczymy pewną sferę prywatności pary młodej, a ponadto robi się już późno.
Deszcz zaczyna coraz mocniej padać. W oddali ul. Lipowej widzimy sylwetkę Koścoła św. Rocha. Decydujemy się na odwiedzenie tej świątyni - jednego z pierwszych kościółów modernistycznych w Europie
W kościele odbywa się msza. Wchodzimy do środka, wszystkie głowy odwracają się w naszą stronę. Nie ma mowy o zwiedzaniu, a co dopiero robieniu zdjęć. Wycofujemy się z kościoła. Już nam się nie chce zwiedzać. Jest zimno i pada deszcz. Wsiadamy do samochu i ruszamy do Supraśla.
Zaplanowaliśmy nocleg w Supraślu. Nie mamy rezerwacji. Musimy mieć czas na poszukanie noclegu. Trzeba jechać.
Reasumując naszą wycieczkę do Białegostoku nasuwa się jeden, jedyny wniosek. Aby poczuć atmosferę i klimat miasta, koniecznie trzeba przyjechać tu jeszcze raz, chociaż na dwa dni. No i oczywiście musi być pogoda.