Historia sprzyja filmowi czy film historii? Wieczna inspiracja czy skazanie na wieczne zapomnienie historii, która nie da się sfilmować? To symbioza czy rywalizacja?
Do napisania tekstu sprowokowały mnie pokazy dwóch filmów o tematyce historycznej, które odbędą się w lutym w kinie Światowid - Ostatni świadkowie. Byli więźniowie obozu Stutthof opowiadają to film dokumentalny zrealizowany przez Muzeum Stutthof oraz Czarny czwartek pierwszy film fabularny o tragicznych wydarzeniach z grudnia 1970 roku w Gdyni. Projekcje poprzedzone są spotkaniami z gośćmi, wykładami, wspomnieniami.
I jako historykowi zaraz po głowie zaczęło mi się plątać wiele myśli. Od tych, że dobrze, że takie filmy powstają i można je zobaczyć w kinie, po takie mniej różowe - czy to ma sens, czy edukacja kinowa nie spłyca idei edukacji w ogóle, i czy filmy nie powodują znaczącego spadku czytelnictwa i piśmiennictwa wśród młodzieży. Bo z jednej strony idea to jak najbardziej szczytna - wkładanie jakiejkolwiek wiedzy w umysły młodych ludzi, a z drugiej - jeśli Lalkę można w dwie i pół godziny obejrzeć, to po co siedzieć tydzień nad książką?
Ale wyszłam od kina historycznego, a zatrzymałam się na literaturze pięknej. Problem jednak jest podobnej treści. Film powinien być jedynie uzupełnieniem podstawowej wiedzy nabytej i przekazywanej przez nauczycieli, a nie wiedzą wyrywkową od filmu o jednym wydarzeniu, po kolejny film. Brak ciągłości historycznej, nieumiejętność powiązania tego, co działo się jednocześnie na ziemiach polskich, w Europie i na świecie, czy po prostu brak świadomości tego, czym był wiek XII, XV, XVIII, a nawet początek XX traktowany już jak prehistoria - to główne przypadłości młodych ludzi. Filmy czasami pomagają poukładać i usystematyzować wiedzę, ale czasami są wręcz szkodliwe.
Ostatnio w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł, w którym autor zwracał uwagę na film z 1976 r. pt. Ocalić miasto, jego reżyserem był Jan Łomnicki. W listopadzie i grudniu 2010 r. w kanale TV AleKino! emitowano właśnie ten film. Wg autora artykułu, podawana przez stację informacja o treści filmu i uzyskanych przez niego nagrodach pochodziła sprzed 34 lat i nie została zaktualizowana. Ponadto film opisuje radziecki manewr, który ocalił Kraków z 1945 roku, manewr, którego nie było, co potwierdziły współczesne badania historyków. Ocalić miasto to film, w którym bardzo dobra gra aktorska przeplata się z pięknymi plenerami i doskonale zilustrowanymi realiami krakowskimi, tylko teza się nie zgadza. Zafałszowana historia jeszcze dziś pokazywana jest na ekranie, nie jako przykład totalitarnej cenzury i zakłamania, ale jako coś, co naprawdę miało miejsce (dla ciekawych artykułu, link: http://krakow.gazeta.pl).
Edukować dobrze, czy edukować w ogóle - oto jest pytanie. I czy to dotyczy tylko młodych ludzi? Ja wolę przeczytać książkę historyczną niż obejrzeć historyczny film - obojętnie czy dokumentalny, czy fabularyzowany. Ale są ludzie, których to właśnie X Muza przyciąga do siebie z siłą magnesu - Kogo kręci kino historyczne - taki przegląd przez trzy kolejne lata realizowało Muzeum Historii Polski, to była prawdopodobnie uczta dla miłośników kina historycznego. Pocieszający, dla mnie, jest jedynie fakt, że dobrze wydana i napisana książka historyczna też jest w stanie zyskać ogromną popularność, a źle zrobiony film historyczny zaraz znajdzie rzesze internautów, którzy stwierdzą co myślą o takie fuszerce.