Gazeta
Internet

Witaj,     |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

Dołącz do eKulturalnych
Zapomniałem hasła
Przejdź do eKulturalni.pl
GDZIE JESTEŚ:  E-ŚWIATOWID    Aktualności

Data dodania: 14.07.2017 14:12 Kategoria:Historia i dziedzictwo Autor:Monika Makuch Placówka:Brak
Lidzbark Warmiński - na styku wielu kultur

Historia terenów warmińskich jest burzliwa i trudna, ale ma znaczący wpływ na dzisiejszy kształt tych ziem. Spotykają się tu różne kultury, które choć odmienne, stworzyły niepowtarzalną całość.

Jako stała bywalczyni i miłośniczka terenów mazurskich uznałam, że najwyższy czas odwiedzić sąsiedzkie tereny Warmii. Celem, który obrałam we wrześniu 2016 r., był powiat lidzbarski. Przez dziesięć dni poznawałam Lidzbark Warmiński oraz okoliczne gminy, spacerując, odwiedzając kościoły, przyglądając się kapliczkom, uczestnicząc w wydarzeniach kulturalnych, a także, albo przede wszystkim, rozmawiając z mieszkającymi tam ludźmi. Tematy naszych rozmów, chociaż zawsze dotyczyły niematerialnego dziedzictwa kulturowego, były bardzo różne, a historie które usłyszałam, często poruszały. Wiele opowieści było bardzo osobistych i dotyczyło losów moich rozmówców i ich rodzin. Byli też tacy, którzy chętnie pokazywali zdjęcia i razem ze mną wspominali odległe czasy, bliskich i przyjaciół. Wraz z nimi zastanawiałam się, co miało wpływ na kształt współczesnej Warmii, czy możemy już mówić o nowej warmińskiej tożsamości i jak powinna wyglądać edukacja regionalna, żeby istniejące tradycje nie zaginęły. Chociaż usłyszałam bardzo wiele, to wciąż nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, które towarzyszyło mi przez cały ten czas: co to znaczy być Warmiakiem i kim właściwie są Warmiacy?     

Powiat lidzbarski leży w samym sercu Warmii, w północno-zachodniej części województwa warmińsko-mazurskiego. Mieszka tu nieco ponad 42 tys. osób, z czego 60% stanowią mieszkańcy terenów miejskich. Stolicą powstałego w ramach reformy administracyjnej z 1999 r. powiatu jest Lidzbark Warmiński. Obecnie na tych terenach, poza Polakami, żyją również przedstawiciele mniejszości niemieckiej oraz ukraińskiej.

Historia terenów warmińskich jest burzliwa i trudna, ale ma znaczący wpływ na dzisiejszy kształt tych ziem. W 1945 r. Warmia leżąca przed wojną w granicach państwa niemieckiego, została przywrócona Polsce. Miejscowa ludność, w dużej części, została zmuszona do opuszczenia swoich domów w trosce o bezpieczeństwo swoje i bliskich. Uciekając przed nowymi władzami i ustrojem, który nie rozumiał pochodzenia etnicznego Warmiaków jednoznacznie klasyfikując ich jako Niemców, niejednokrotnie byli zmuszeni zostawić cały życiowy dorobek i wyruszyć w poszukiwaniu nowego miejsca do życia. Ci, którzy zdecydowali się zostać, musieli się odnaleźć w nowym dla nich, polskim społeczeństwie. Bo jeszcze podkreślam, my jesteśmy na Warmii, tak mówią: święta Warmia. (...) Tutaj przecież bodajże do czasów Gierka jeszcze była jakaś grupa, trochę tych autochtonów, Warmiaków. (…) Oni tutaj byli trochę, czuli się wyobcowani, w tym znaczeniu, że nie byli asymilowani. Oni byli Warmiakami. Dostawali po grzbiecie od Niemców jeżeli się przyznawali do polskości, a jak później przyszli Polacy, to traktowali ich jak Niemców - opowiada ks. Stanisław, proboszcz parafii w Lubominie.

W podobnej sytuacji było wielu innych. Również Polacy, zarówno ci, którzy mieszkali w centralnej Polsce, jak i na Wileńszczyźnie, po zakończeniu wojny musieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości i przystosować do życia w nowych warunkach, często w wielokulturowych społecznościach, gdzie mieszkańcy mówili różnymi językami. Część z nich dobrowolnie opuściła zrujnowane miasta i wsie, w których dotychczas mieszkali, obierając za kierunek tzw. Ziemie Odzyskane, licząc na poprawienie warunków życia, zajmując tam opuszczone domy. Inni zostali przesiedleni albo zmuszeni do długoletniej tułaczki.

Jedna z moich rozmówczyń, pani Helena Babicka, wspomina opuszczenie znanego jej domu rodzinnego i przyjazd na Warmię: Przyjechaliśmy z Wileńszczyzny. 80 km od Wilna mieszkaliśmy, mieliśmy swój zaścianek, bardzo fajnego dziadka miałam. (…) I kiedy wybuchła wojna w 1939 r., 17 września, rozpoczęły się te represje. No cierpieliśmy, nie zdążyli nas wywieść na Syberię czy do Kazachstanu, bo jedną rodzinę naszą wywieziono. Dziadka brata rodzonego. (…) Ich zdążono jeszcze wywieźć w 1940 r., a w 1941 r. nas już nie zdążono, bo wybuchła wojna. I tak żeśmy się tułali, mieliśmy dom spalony, prześladowano nas, że jesteśmy wrogami. (…) I ledwie, ledwie, w 1946 r., po cichu, kiedy tatuś wrócił z więzienia, no jak wybuchła wojna to uciekł z tego więzienia, bo pędzono ich tam, gdzieś tam, nie wiadomo czy na zabicie i kiedy samoloty bombardowały, więc tatuś zauważył, że ludzie leżą na ulicy zabici, więc też udał zabitego i w taki sposób później, od czerwca do września, w taki sposób przedostawał się do domu. (...) I myśmy w 1946 r., 12 maja, wyjechaliśmy do Polski. 26 maja przyjechaliśmy tutaj, do Lidzbarka, jechaliśmy tu dwa tygodnie. (…) I pamiętam, że mama zadecydowała, mówi: Ludwiczku, nigdzie nie jedziemy, wyjechaliśmy 400 km od naszego ukochanego Wilna, kiedyś wrócimy.

Wspomnienia pani Heleny, która w tym czasie była małą dziewczynką, pokazują jak trudnym doświadczeniem dla jej rodziny była zmiana miejsca życia. Warmia po wojnie zasiedlona była przez wiele rodzin, które liczyły, że jest to rozwiązanie tymczasowe i kiedyś będą mieli szansę powrócić do opuszczonych domów rodzinnych.

Kolejną grupą, która osiedliła się na Warmii, była ludność z południowo-wschodnich terenów dawnej Rzeczpospolitej, masowo przesiedlana w ramach Akcji Wisła. W 1947 r. na terenie ówczesnego województwa olszyńskiego znalazło się 56 tys. takich osób.

To wszystko sprawiło że współczesna Warmia jest regionem bardzo zróżnicowanym kulturowo. Na terenie Lidzbarka Warmińskiego bez trudu znajdziemy na to dowody, chociażby w postaci cerkwi usytuowanej w centrum miasta, licznych kapliczek, które są symbolem Warmii, czy biorąc udział w wydarzeniach organizowanych przez mniejszości narodowe: niemiecką i ukraińską.         

Oczywiście z biegiem lat struktura społeczna Warmii zaczęła ulegać zmianie. Autochtoni zaczęli opuszczać Polskę, wyjeżdżając do Niemiec, kierując się względami społecznymi bądź/i materialnymi. Niektórzy z nich, niekiedy też ich rodziny, wracali po latach, szukając śladów dawnego życia. Trzeba pamiętać, że po wojnie zdecydowana większość mieszkańców tych ziem była ludnością napływową, wszyscy czuli się tak samo obcy.  Z czasem zapuścili korzenie, zaczęły pojawiać się mieszane małżeństwa, zwyczaje i tradycje zaczęły się mieszać, a to dało początek tworzenia się nowej tożsamości warmińskiej.

Warmiak, czyli kto?

Skoro na terenie Lidzbarka mieszkają zarówno autochtoni, Polacy, Niemcy oraz Ukraińcy, to kto z nich tak naprawdę może określić siebie jako Warmiaka? Szukałam odpowiedzi na to pytanie razem z moimi rozmówcami. Nie udało się nam jej znaleźć i uważam, że właśnie ten brak jest najlepszą odpowiedzią z możliwych, dlatego że pozwala nam założyć, że Warmiakiem jest każdy, kto się za niego uważa. Nie ważne czy mieszka tutaj od kilkunastu lat, czy jego rodzina od pokoleń mieszka na tych ziemiach. Może być Polakiem, Niemcem, Ukraińcem, może być przedstawicielem innej mniejszość narodowej bądź etnicznej. Nie ma to znaczenia, bo nowa warmińska tożsamość zakłada różnorodność i umie z niej korzystać. Najważniejsze jest poczucie przywiązania do miejsca i chęć współtworzenia jego kultury. Na terenie powiatu lidzbarskiego działa wiele osób i grup, które starają się uchronić od zapomnienia zwyczaje i tradycje. Jedną z nich jest bardzo prężnie działające Stowarzyszenie Mniejszości Niemieckiej „Warmia”, które co roku organizuje spotkanie adwentowe, bardzo lubiane przez mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego.

Mimo początkowych trudności z asymilacją, z biegiem lat autochtoni i nowi mieszkańcy Warmii zaczęli tworzyć społeczność, która przez współczesnych mieszkańców tych terenów charakteryzowana jest jako wielokulturowa, ale spójna. Nie dostrzegają oni wyraźnych podziałów mimo, że każda z grup kultywuje własne, narodowe, tradycje. Przeszliśmy różne dzieje, tak, wiem że było blisko tego, że mój dziadek i babcia byli zamordowani, nie przez UPA, tylko przez banderowców. (...) A mimo to ja nie mam jakiś problemów z tym. Było, minęło, wydarzyło się, żyjemy w tej chwili tutaj. No i szanujmy się nawzajem, i się kochajmy, tak to nazwijmy, w jednym domu na Warmii. (…) Liczę na to, że wszyscy tak myślą - mówi pani Ewa Lubińska, redaktor naczelna Gazety Lidzbarskiej. - Także mówię, chodzę na te spotkania z wieńcami, chodzę na małanki ukraińskie. (…) Chodzę na nasze, chodzę na kresowiaków, tak, na Kaziuki - Wilniuki, zawsze jestem, bo po prostu lubię coś słodkiego tam od nich skubnąć, fajnie się słucha tych opowieści w języku wileńskim, no i jest fajnie. Tutaj się dobrze bawimy i myślę, że oby tak jak najdłużej - dodaje pani Ewa.

Współcześnie mówi się coraz więcej o zagrożeniach związanych z homogenizacją kultury, czyli ujednolicania się wzorców i oferty kulturalnej, prowadzących do standaryzacji sposobów uczestnictwa w kulturze. Uważa się to za cechę kultury masowej, a także ma to związek z globalizacją kultury, dokonującą się poprzez środki masowego przekazu oraz dominacją konsumpcyjnego stylu życia. Problem ten dotyczy nas wszystkich, ze względu na czasy w jakich żyjemy. Jednak na terenach takich, jak ziemie warmińskie, ten problem jest bardziej skomplikowany, ponieważ na co dzień funkcjonujące tu kultury również ulegają temu procesowi, mieszają się, ujednolicają, a to doprowadza do uniformizacji tradycji i zwyczajów.

Jest to proces nieunikniony, ale również silnie zagrażający dziedzictwu kulturowemu, zwłaszcza niematerialnemu, danego obszaru, ponieważ grozi zaniknięciem pewnych zwyczajów, tradycji i obrzędów, a także uniemożliwi ich odtworzenie z braku źródeł wiadomości na ich temat. Dlatego za tak ważną uważam edukację regionalną, która daje szansę na ocalenie tego, co w tym momencie funkcjonuje jedynie jako pamięć performatywna, przekazywana z pokolenia na pokolenie, w obrębie żyjących pokoleń. Jak wspomina jedna z moich rozmówczyń, młodzi ludzie nie zawsze chcą słuchać tego, co starsze pokolenie opowiada: Te starsze kobiety mówiły, miały tam przesądy, czegoś tam nie wolno, coś tam wolno, ale ja nie pamiętam, nie zwracałam na to uwagi. Były, były tam jakieś przesądy, że czegoś się nie robi w jakimś okresie, ale ja nie zwracałam uwagi na to.

Edukacja regionalna a kształtowanie tożsamości

Bardzo ważnym elementem budowania tożsamości regionalnej jest oczywiście edukacja w tym zakresie. Polska podstawa programowa nie przewiduje w planie nauczania takiego przedmiotu, a nawet nie stwarza przestrzeni, żeby takie tematy poruszać w ramach innych lekcji. Oczywiście funkcjonują inne instytucje, które są nośnikami pamięci kulturowej, np. muzea, jednak znacząca odpowiedzialność za edukację regionalną spada na rodziców i nauczycieli, zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych, gdzie różnorodność narodowa i etniczna są tak duże, co bezpośrednio się przekłada na życie codziennie i związane z nim zwyczaje i tradycje.

W Lidzbarku Warmińskim jedną z osób, które podjęły się wyzwania w zakresie prowadzenia edukacji regionalnej, jest pani Mariola Karpowicz, nauczycielka i autorka bloga o kościołach znajdujących się na Warmii, która opowiada o swoich motywacjach: Moja inicjatywa, ponieważ jestem bardzo silnie związana z Warmią, przez to że mieszkam tu 34 lata. Również fakt współpracy z gazetą, fakt fotografowania i tego też, że jestem nauczycielem historii i też uważam, że tożsamość regionalna jest bardzo ważna. Bardzo duży nacisk kładę. (…) Kiedy jeszcze uczyłam wiedzy o kulturze w liceum, mieliśmy takie tematy związane z Warmią i na przykład książka pana Edwarda Cyfusa z językiem Warmów, puszczałam im płytę, czytałam im w języku warmińskim i również puszczałam im pieśni.

Warto jednak pamiętać, że edukacja regionalna nie powinna ograniczać się jedynie do zajęć w szkole i sporadycznych wizytach w muzeach, nie powinna być dostępna tylko dla dzieci i młodzieży, ale dla każdego z nas. To temat dotyczący całego społeczeństwa. Pani Mariola, współpracująca z Gazetą Lidzbarską, potwierdza że w lokalnej prasie pojawiają się artykuły o tematyce związanej z tradycjami i obrzędami. Na terenie powiatu odbywają się również liczne wydarzenia kulturalne, podczas których można poznać tradycje przywiezione i kultywowane przez współczesnych mieszkańców Warmii. Powstaje też coraz więcej wydawnictw związanych z regionem. Jednym z nich jest książka pani Ewy Lubińskiej Są tacy Warmiacy, czyli slow life po warmińsku. Jedną z bohaterek książki jest pani Krystyna Tarnacka, pochodząca z Wileńszczyzny mieszkanka Lidzbarka Warmińskiego. Pani Krystyna jest twórczynią ludową, zajmuje się rękodziełem, jako jedyna w swoich pracach wykorzystuje motyw pojawiający się na warmińskich czepcach. Wykorzystuje je do ozdabiania pisanek, bombek, ceramiki i szkła. Szyje i wyszywa również czepce warmińskie oraz stroje ludowe. Jest niezwykle charyzmatyczną osobą. W swojej książce pani Ewa tak wspomina poszukiwanie pracowni pani Krystyny: Krystyna Tarnacka? Aaa... ta co w stroju ludowym z gęsią po ulicach na Dni Lidzbarka chodziła. To nawet zabawne było. Wszyscy tak normalnie, a tu nagle z gęsią w koszyku ktoś paraduje - powiedziała mi dziesięć lat temu z uśmiechem jedna z napotkanych na ulicy lidzbarczanek, kiedy szukałam pracowni artystycznej Krysi.

Na zamku straszy, czyli legendy miejskie

Jednym z najciekawszych, według mnie, sposobów na poznanie nowego miejsca są legendy z nim związane.

Pierwszą z legend, z jaką się zapoznałam, była ta o Herkusie Monte, rycerzu, który  zdradzony, walczył o swoją wolność na terenach należących wówczas do Prusów. Zginął z rąk Krzyżaków, którzy pojmali go i od razu powiesili, ponadto aby potwierdzić jego śmierć, przebito mu mieczem serce. W Lidzbarku Warmińskim istnieje Bractwo Rycerzy Herkusa Monte, na którego stronie internetowej możemy przeczytać: Spójrz w tę stronę - strzępy nieszlachetnej rdzy opadają z naszych mieczy. (...) Tu znalazłeś witraż, który oddali Cię od śniedzi dzisiejszego niepokoju. Pokryte czasem myśli i znaczenia, zmyte deszczem imiona, zapomniane czyny - tyle możesz ujrzeć na dnie studni drążonej uparcie damasceńska stała. Zbudowaliśmy krąg z pruskich kamieni.

Pan Jerzy Puszcz, mieszkaniec Lidzbarka i pastor kościoła Chrystusowego, w 2003 r. zainicjował stworzenie kręgu Herkusa Monte. Krąg pełni rolę zegara słonecznego, ale jest również swoistym podtrzymaniem miejskiej legendy i pamięci o postaci rycerza. Przestrzeń pełni również funkcję społeczną, jest ona często wykorzystywana podczas organizacji wydarzeń kulturalnych, uchodzi również za miejsce o niesamowitej energii.

Współcześnie naprzeciw wychodzi nam Internet, ja również tam zaczęłam swoje poszukiwania, gdzie możemy znaleźć takie przekazy. Postanowiłam jednak odszukać osoby, które byłyby w stanie przekazać mi w sposób tradycyjny, ustny, znane im legendy związane z okolicą. Podczas tych poszukiwań miałam przyjemność porozmawiać z panią Ewą, która opowiedziała mi kilka znanych jej historii. Oto jedna z nich: Historia jakiegoś zbója, który tam łupił wszystkich, łupił, łupił. Raz go złapali, ale prosił żeby go wypuścili, bo on biedny. No to go tam wypuścili. (...) Za trzecim razem się wkurzyli i powiedzieli, że go niestety srogo ukarzą. No i zabito go, poćwiartowano go, czyli na cztery części go pocięto. Każdą z tych części na włócznię nabito i ustawiono na rynku na czterech stronach, jakby, świata. (…) Tak, to taka straszna śmierć.

W Lidzbarku Warmińskim mieści się piękny gotycki zamek biskupów warmińskich. Jest on jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Łączy się z nim wiele historii, bo jak to zwykle bywa, zamki kryją w sobie liczne tajemnice. Pani Ewa opowiedziała mi dwie z nich: To była taka legenda młynarczyka, znaczy chłopaka, który przybył do Lidzbarka, zatrudnił się u młynarza, zakochał się w jego córce, ale ta córka zniknęła. I potem zaczął jej poszukiwać. I koniec był taki, że on się podziemnym jakimś takim przejściem, tunelem, dostał do zamku, do piwnic zamkowych, gdzie były, byli ukryci nie tylko ta jego dziewczyna, czy tam ukochana, bo nie była jego narzeczoną jeszcze, ale i rajcowie jeszcze. Także uwolnił wszystkich, potem mieli niby wysadzić to przejście i tak dalej. To była jedna taka legenda - opowiada pani Ewa. - Historia to była związana z zamkiem, ze zbrodnią zamkową, ja tutaj nie wiem, ale ktoś tam oszukiwał na winie. Miał pilnować tam tych piwnic z winem, ale coś tam kombinował i jakaś osoba, która tam mieszkała w tym zamku, odkryła to no i niestety chciała to donieść, prawda, że tutaj jest jakieś oszustwo, tak, czynione i po prostu zginęła, dostała nożem, na schodach. Byłam nawet na tych schodach, bo to są schody, które nie są udostępnione jeszcze turystom. (…) W każdym razie nożem zabił, zasztyletował tego człowieka i potem mówiono, że ten zabity to, w nocy jak się pójdzie do zamku, to oczy jego tam się unoszą, że widać jego oczy. To są takie historie.      

Po dziesięciu dniach na Warmii wróciłam do domu, ale moja przygoda się nie skończyła po opuszczeniu powiatu lidzbarskiego. Spotkania ludźmi i opowiedziane przez nich historie sprawiły, że zainteresowałam się dziejami tych ziem i na pewno jeszcze kiedyś tam powrócę. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że problem przekazu niematerialnego dziedzictwa dotyczy nas wszystkich niezależnie od tego gdzie mieszkamy.

 

MAKUCH  Monika (ur. w 1989 r. w Warszawie), kulturoznawca, absolwentka studiów podyplomowych Miasta i Metropolie. Jak działać w przestrzeni publicznej? Obecnie pracuje w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy, w wydziale ds. polityki młodzieżowej. Naukowo zajmuje się zagadnieniem przyjaznej przestrzeni miejskiej, na przykładzie warszawskich placów oraz (re)konstrukcją tożsamości po 1945 r. i 1989 r. na terenie gminy Wydminy.

Artykuł powstał w ramach projektu "Warmio, quo vadis?" dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Partnerami projektu są: Narodowy Instytut Dziedzictwa w Warszawie, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Olsztynie wraz z delegaturą w Elblągu, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu, Muzeum Budownictwa Ludowego. Park Etnograficzny w Olsztynku, Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, Stowarzyszenie JANTAR z Elbląga, Portal kulturaludowa.pl, Polskie ​Radio Olsztyn, Dziennik Elbląski, Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl, portal Kulturalny Warmii i Mazur eŚwiatowid.pl, portal eKulturalni.

Podziel się:
Wszelkie prawa do tego tekstu są zastrzeżone. Publikowanie go w całości lub części wymaga zgody Wydawcy.

Kierownik Redakcji: Hanna Laska-Kleinszmidt

tel 55 611 20 69

Jeśli chcesz dodać swój komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się tutaj.
MENU

eŚWIATOWID W LICZBACH

 

Publikacji: 10786
Galerii: 307
Komentarzy: 1354

 


Liczba odwiedzin: 5220849

KONTAKT Z REDAKCJĄ

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich
"ŚWIATOWID"

pl. Jagiellończyka 1
82-300 Elbląg
tel.: 55 611 20 50
fax: 55 611 20 60

 

Redakcja:
redakcja@eswiatowid.pl
tel.: 55 611 20 69

Administrator systemu:
adm@swiatowid.elblag.pl
 

 

 


 

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.