Gazeta
Internet

Witaj,     |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

Dołącz do eKulturalnych
Zapomniałem hasła
Przejdź do eKulturalni.pl
GDZIE JESTEŚ:  E-ŚWIATOWID    Aktualności

Data dodania: 04.03.2016 15:23 Miasto:Elbląg Kategoria:Książka Prasa Autor:Agnieszka Jarzębska Placówka:Centrum Spotkań Europejskich "Światowid"
Spacer z mądrym przewodnikiem
Jedna z grafik - przedstawia pochylnię Kanału Elbląskiego...
Jedna z grafik - przedstawia pochylnię Kanału Elbląskiego...

Pasjonatów naszego regionu nie brakuje - widać to choćby w mediach społecznościowych, gdzie ludzie dzielą się zdjęciami, archiwaliami, dyskutują. Ale wielu jest i takich, których dotąd specjalnie nie interesowało miejsce, w którym żyją albo też nie mieli okazji bliżej go poznać, zwiedzać czy więcej się o nim dowiedzieć. Książka - bohaterka spotkania, które 14 marca odbędzie się w elbląskim Światowidzie, powinna zainteresować przedstawicieli tych wszystkich grup mieszkańców.

Z wiślanej delty. Tczew, Gdańsk, Żuławy, Malbork. Szkice z podróży 1856 to literacki esej. Jego autorem jest człowiek stąd. Podróżnik, pisarz, tłumacz, wydawca i sędzia, z wykształcenia prawnik, Ludwig Passarge urodził się w 1825 roku w dawnych Prusach Wschodnich - w Wolittnick (obecnie: Primorskoje, Rosja), w powiecie Heiligenbeil (Mamonowo). Zmarł w 1912 roku w zachodnich Niemczech.

Z kart książki przebija jego ogromna erudycja i duża wiedza o wydarzeniach z historii naszych ziem. Zaprasza też czytelnika w podróż po miejscach, które odwiedził. Zwraca uwagę i szerzej opisuje wybrane miejscowości, pojedyncze obiekty architektury, sztuki, techniki, jak most w Tczewie i zamek w Malborku. Wycieczka po określonym - niemałym - terytorium w sensie geograficznym jest jednocześnie wycieczką w przeszłość. Co w 1856 roku przykuło uwagę tego niespiesznego przechodnia? Przede wszystkim Gdańsk, Malbork i Tczew - miasta, ich miejsca szczególne i klimat. Elbląg jest przywoływany, wspominany w różnych miejscach i przez to obecny, natomiast nie stał się przedmiotem szczegółowej opowieści. W tym sensie, jak też i wskazuje tytuł, nie jest to książka o Elblągu. Dlaczego? Można i warto się nad tym zastanawiać. 

Szkice z podróży to barwna, bogata w detale, ciekawostki i pisana z epickim oddechem opowieść o naszym regionie. Słowo „nasz” dla każdego może znaczyć coś innego. Jeden uzna, że „nasze” są tylko ulica, dzielnica, co najwyżej miasto. Sędzia z Wolittnick patrzył na to inaczej, znacznie szerzej. Ktoś, kto właśnie w ten sposób widzi region, w którym się urodził i gdzie żyje, ucieszy się, że Ludwig Passarge przywołuje nazwy mniejszych miejscowości, jak Czerwonka, Dworek, Marzęcino, Mikoszewo, Nadbrzeże, Osłonka, Tujce, Wielkie i Małe Lichnowy. Ucieszą go wiadomości o Żuławach, Żuławiakach, żuławskich wierzbach, Zalewie Wiślanym i wraz z autorem zastanowi się nad tym, jak powstają wydmy.

Ludwig Passarge skreślił swoją ręką wielowymiarowy obraz obszaru leżącego w delcie Wisły. Udało mu się oddać specyfikę tutejszego krajobrazu, klimat i ducha miejsca. A to, o czym nie napisał lub nad czym ze szczególną uwagą się nie pochylił (nie mając może i na to czasu), na podstawie przekazanych informacji, wrażeń i refleksji czytelnik jest w stanie samodzielnie uzupełnić. Książka wprost zaprasza od odbycia własnych podróży w czasie i przestrzeni, do dokonania własnego wyboru miejsc godnych odwiedzenia i do podjęcia próby opisania swoich wrażeń. Choćby w bezpośredniej rozmowie ze znajomymi lub na forum internetowym.

Spotkanie w Elblągu to okazja, aby przypomnieć, że zwiedzając dalekie krainy, często tak mało znamy tę swoją, rodzinną. To także przypomnienie, że w Elblągu mieszka wiele osób, które mają swoje korzenie w innych miejscach naszego regionu. Z wiślanej delty. Tczew, Gdańsk, Żuławy, Malbork. Szkice z podróży 1856 wydało gdańskie Wydawnictwo Oskar, specjalizujące się w tematyce regionalnej, zwłaszcza pomorskiej i żuławskiej oraz historycznej. Tekst w przekładzie Wawrzyńca Sawickiego przygotował, opatrzył przypisami i posłowiem Jacek Borkowicz. Całość liczy około 360 stron, ilustrują ją grafiki z epoki, pochodzące ze zbiorów Krzysztofa Gryndera.

Z zainteresowanymi regionem mieszkańcami Elbląga i okolic spotka się warszawski historyk, publicysta i podróżnik Jacek Borkowicz, który merytorycznie opracował Szkice… Spotkanie w Galerii Nobilis, na II piętrze Centrum Spotkań Europejskich Światowid w Elblągu, poprowadzi prezes Wydawnictwa Oskar Krzysztof Grynder.

Początek o godz. 17.30. Wstęp jest wolny. Na miejscu będzie można kupić książkę Ludwiga Passarge oraz inne publikacje dotyczące Żuław i Powiśla, łącznie około 100 tytułów.

***

A oto fragmenty książki:

"Brzegi rowów obsadzone są wierzbami, rosnącymi po częstokroć w kilku rzędach, którym od czasu do czasu obcina się gałęzie, by użyć je po części jako faszynę, po części zaś na opał. Te szczególne, bardzo żywotne i odporne na klimat drzewa określają właściwą fizjonomię tych okolic. Tak jak charakter krajobrazu określa w Prusach Wschodnich jodła (teraz wyniszczona bardzo przez gąsienice), w Danii buk, a na wybrzeżu genueńskiej Riviera di Levante oliwka, tutaj rolę tę pełni wierzba. Giętka jak jej gałązki, żylasta jak jej łyko, wypuszcza swe zielonkawe, szare listki wszędzie tam, gdzie choć odrobina wilgoci w ziemi pozwala na zapuszczenie korzeni i czerpania koniecznych do życia soków. Zadomowiona we wszystkich częściach tych ziem, wita nas, jak stara znajoma, wszędzie tam, gdzie postawimy naszą stopę. W dzieciństwie jedliśmy jej bazie – „palmy” – pojawiające się na gałązkach w pierwszych promieniach wiosennego słońca, jako lekarstwo na przeziębienie (takie działanie przypisywał im lud): wkładaliśmy gałązki do garnka z wodą, stawiając go na ciepłym piecu, by w Niedzielę Palmową ujrzeć je w pełni rozkwitu, z rozwijającymi się już małymi listkami, a potem, pierwszego dnia Wielkanocy, poczuć naprawdę smak tych świąt, smagając nimi przyjaciół.

Później, opukując drewno, ściągaliśmy z dojrzałych już gałązek korę i robiliśmy fujarki. Zdarzało się też, że nie zastanawiając się zbytnio sadzaliśmy wierzbowy kij w ziemię, by po kilku latach znaleźć w tym miejscu rosnące drzewo. W gęstych zaroślach wierzbowych zakładały gniazda słowiki. Zwisające nad rowami, falujące „włosy”, powiewające i uderzające o siebie przy silnym wietrze, przypominały nam skarżące się siostry Faetona.
Gdy drzewo wyciąga już swą rzadką koronę ku niebu, pojawia się człowiek z siekierą i obcina gładkie gałązki. Nie wszystkie jednak zostaną przeznaczone na śmierć w płomieniach: większe zazielenią się niebawem jako nowe drzewa, ocieniając rowy i drogi. Zapominają o drzewie-matce, by samym niebawem zacząć dostarczać gałązek na nowe wierzby i też być „golone”. Podobnie jak morwa, ciągle pokazująca nowe listki, które często u nas przeznacza się na paszę dla zwierząt, wierzba po każdym „goleniu” niebawem pokazuje na swej koronie zieleń nowych gałązek.

Nadzwyczaj interesującym obyczajem na naszych nizinach jest ceremonia zaręczyn. Kiedy „krojenie szynki” doprowadziło do poważniejszej już skłonności, gdy z rodziny narzeczonego, a także narzeczonej pojawiły się odpowiednie, ciche aluzje, które nie zostały odrzucone, wtedy w jeden z wtorków lub czwartków (bez żadnej dowolności, co – łagodnie mówiąc – od razu ukazuje los przyszłego małżonka) parobek siodła ogiera (tylko ogiera, a nie pierwszego lepszego konia), panicz zaś wsiada w swym najlepszym stroju na konia i jedzie do domu ukochanej. Nikt go tam nie wita – sam musi przywiązać konia. Wchodzi do domu, ale nikt nie proponuje mu – co w innej sytuacji natychmiast by nastąpiło – nic do jedzenia ani do picia. Gdy ma się już oddalić, nikt go specjalnie od tego nie odwodzi. Po prostu po krótkiej rozmowie konkurent żegna się najuprzejmiej i wychodzi – nie odprowadzany do progu.
W osiem dni później (znowu we wtorek lub czwartek – musi to bowiem być tak zwany „dzień mięsny”) przyszły narzeczony jedzie konno do domu ukochanej. Tym razem witają go już od progu, a jego koń odprowadzany jest do stajni, gdzie dają mu obroku. Sam narzeczony zostaje z wizytą do wieczora, będąc goszczonym bez zarzutu. Tym samym zostaje przyjęty na łono rodziny narzeczonej. W kilka dni później odbywają się zaręczyny, na które narzeczony jedzie teraz w najlepszym stroju i najpiękniejszym wozem, zaprzężonym w najwspanialsze konie w nowej uprzęży. Tym samym wozem narzeczeni odbywają wizyty u członków obu rodzin. 

Niebawem dochodzi do wesela. Jeszcze raz małżonek pojawia się w pełnym majestacie i pięknie swego wyglądu, potem stroje, uprzęż i liberia woźnicy wieszane są w szafie, a pan domu – tym razem już sam – powozi końmi. Wszystkie te wydarzenia odbywają się w dokładnie wyznaczonych terminach. W niedzielę po zaręczynach ogłaszane są pierwsze zapowiedzi, a w trzy tygodnie później – również we wtorek lub czwartek – odbywa się ślub i wesele; w pierwszą niedzielę po nim mają miejsce „poprawiny”. „Dzień mięsny”, ogier,  liberia woźnicy – wszystko jest przepisane obyczajem. Gości na wesele zaprasza się kurendą, którą „proszący” roznosi w futerale z kolorowego z papieru; podczas pogrzebów futerał ten jest koloru czarnego. Byłoby rzeczą niesłychaną, gdyby ktoś chciał cos zmieniać w tej tradycji. Nieszczęśnik taki zostałby potraktowany podobnie jak niegodziwiec, który podczas spływu kry chciałby przebić któryś z wałów.

Kiedy tylko opuścimy Elbląg, otaczają nas zjawiska typowe dla właściwych nizin. Wzdłuż rzeki biegną wały, których koronami „holowane” są statki, to znaczy ciągną je na linach ludzie lub konie. Za nimi rozciągają się niezmierzone, zielone czworokąty, obsadzone wierzbami, rzadko tylko przerywane widokiem pola żyta albo owsa. Tu bowiem, gdzie woda z Nogatu uchodzi do Tyny, albo rzeki Elbląg, niziny te nabierają charakteru łąk, przez co nadają się głównie do hodowli bydła. Pod wieczór pojawia się natomiast w oddali łańcuch malowniczych wzgórz „Wyżyny”, towarzysząc nam aż do Zalewu.

Liczne pogłębiarki czerpią szlam, naniesioną przez nurt ziemię, z dna koryta rzeki i wysypują go na wielkie barki; za każdym razem przepływamy obok nich powoli, by ich nie zatopić.

Po pewnym czasie wpływamy na Zalew Wiślany i zbliżamy się z prawej strony do pięknego, wysokiego brzegu, na którym położony jest zakład leczenia zimną wodą Reimannsfelde. Możemy tu ujrzeć, jak dawniej woda podmywała brzeg, zmieniając wygląd wzgórz, wyglądających jakby je przecięto nożem. Prawdopodobnie jest to efektem działania fal morskich z czasów, kiedy Zalew nie był jeszcze oddzielony od morza wałem. Teraz zapiaszczenie i zabagnienie akwenu wzrasta w takim stopniu, że jesteśmy zmuszeni płynąć dokładnie wyznaczonym pławami torem wodnym, czyniąc wielki łuk wokół wielu ujść Nogatu. Na północy pojawia się przed nami na wpół zalesiona Mierzeja: z ziemi wyrastają, niczym palmy, pojedyncze drzewa. A jeszcze bardziej w tamtym kierunku lśnią, jak białe chmurki, piaszczyste wydmy.

Po długim rejsie zbliżamy się od południowego zachodu do brzegu, mniej więcej w połowie drogi między systemem ujścia Wisły Elbląskiej i Nogatu. Najpierw w żółtawych falach pojawiają się rośliny wodne, potem sitowie, zrazu pojedyncze pędy, a potem w coraz większej masie. Wkrótce przed nami jest już jedno wielkie pole sitowia, w którym tor wodny oczyszcza pogłębiarka. Stopniowo sitowie miesza się z trzciną; szumiąca u burt łodzi parowej woda rozbija się na niej jak na brzegu. Roślinność jest coraz bardziej gęsta, a spośród niej zaczyna wyłaniać się po raz pierwszy z wody błotniste dno. Za moment zobaczymy, również po raz pierwszy, prawdziwą, porośniętą trawą i trzciną ziemię „przedbrzeża”. Widać wały wzniesione nad brzegami Zalewu, chroniące je przed spiętrzonymi falami. Płyniemy między nimi, jak prawdziwym kanałem. Na brzegu pojawiają się domy i ich nieodłączne towarzyszki – szare wierzby. Później zauważyć też można pojedyncze olchy i jesiony.

Domy wzdłuż Zalewu stoją nie tylko na wzniesieniach, ale też jednocześnie na wysokim fundamencie z kamienia (został on tu przywieziony z wybrzeża nieopodal miasteczka Tolkmicko) i spoglądają na nas przyjaźnie swymi jasnymi, odbijającymi promienie słońca szybami. W domostwach tych panuje duch czystości, podobnie jak w Holandii.
Zabudowania gospodarcze stoją za to przeważnie na palach (Zanken), ponieważ usypanie podwału byłoby zbyt drogie; w tych okolicach nie ma rzeczy droższej od ziemi. U biedniejszych ludzi, mających dom mieszkalny i stodołę albo oborę „pod jednym dachem”, tylko ten pierwszy stoi na usypanym z ziemi wzniesieniu – część gospodarcza spoczywa już na palach. 

Ściany szczytowe tych domów tworzy system wielokrotnie łączących się ze sobą pionowo i poziomo belek, przestrzeń między nimi zaś wypełniona jest murem z cegieł. Często ta drewniana konstrukcja ma bardzo powyginane kształty, wyraźnie odcinające się od wyglądu reszty ściany, jako że drewno jest zawsze pomalowane na inny kolor, niż mur z cegły; taka konstrukcja daje okazję do zastosowania nader kontrastujących farb.

Od strony frontowej domy te mają przeważnie tak zwaną „przedsień”, będącą właściwie drugą budowlą, stojącą tuż przy budynku głównym i połączoną z nim na wysokości dachu; aż do jego wysokości stoi ona na drewnianych filarkach. U bogatych mieszkańców przestrzeń ta przyjmuje formę luksusowej werandy, u biedniejszych zaś jest rodzajem szopy, w której przechowywane są zapasy drewna, sprzęty albo wózek. Ponad drzwiami niektórych z tych „dworów” zauważyliśmy dziwaczne symbole d o m o w y c h  g m e r k ó w, charakterystycznych dla tych okolic. "

 

Podziel się:
Wszelkie prawa do tego tekstu są zastrzeżone. Publikowanie go w całości lub części wymaga zgody Wydawcy.

Kierownik Redakcji: Hanna Laska-Kleinszmidt

tel 55 611 20 69

Jeśli chcesz dodać swój komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się tutaj.
MENU

eŚWIATOWID W LICZBACH

 

Publikacji: 10626
Galerii: 307
Komentarzy: 1354

 


Liczba odwiedzin: 4920977

KONTAKT Z REDAKCJĄ

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich
"ŚWIATOWID"

pl. Jagiellończyka 1
82-300 Elbląg
tel.: 55 611 20 50
fax: 55 611 20 60

 

Redakcja:
redakcja@eswiatowid.pl
tel.: 55 611 20 69

Administrator systemu:
adm@swiatowid.elblag.pl
 

 

 


 

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.