Gazeta
Internet

Witaj,     |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

GDZIE JESTEŚ:  E-ŚWIATOWID    Aktualności

Data dodania: 28.02.2013 21:47 Kategoria:Kącik Seniora Autor:Igusia Placówka:Brak
Kresowe wędrówki. Wschodnie rubieże Polski

Jedziemy wzdłuż granicy polsko-białoruskiej, najbliżej jak się tylko da.Przemierzamy Podlasie od Supraśla do Białowieży.

Supraśl opuszczamy wcześnie rano i drogą 676, przez Puszczę Knyszyńską jedziemy w kierunku  Krynek. Podziwiamy wspaniałą przyrodę. Mijamy Kopną Góre z Arboretum. Niestety pogoda nie zachęca do zwiedzania tego ogrodu botanicznego z leśnym parkiem.  Może następnym razem.

Po  ok. 8 km, jesteśmy na Dużym Szlaku Tatarskim. Dojeżdżamy do wsi Talkowszczyzna.

Wieś ma tatarskie korzenie, ale nie ma tam już praktycznie żadnych śladów tego osadnictwa. Za to podziwiać można przepiękną drewnianą zabudowę wiejską. Wieś to typowa ulicówka. Po obu stronach brukowanej drogi położone obok siebie stoją drewniane domy, otoczone ogrodami i  sadami. Przed każdym płotem zagrody stoi ławeczka, zapewne stanowi miejsce spotkań sąsiedzkich. Stare domy, stoją  obok nowych. Stare już opuszczone, ale z firankami, zasłonkami w oknach. Stoją w milczeniu, jak pomniki przeszłości. Nie wiemy, kto tu dzisiaj mieszka, ale podziwiamy ład jaki tu panuje. W obejściach na podwórkach zielona trawa, drzewo porąbane, poukładane w równiutkie stosy. Biednie ale czysto i schludnie.

 

Wracamy na trasę.

Kolejny przystanek to Silvarium Poczopku  − ogród Puszczy Knyszyńskiej, obiekt przyrodniczo – edukacyjny  z licznymi trasami i ścieżkami  dydaktycznymi.  Można tu podziwiać przepiękną puszczę i bogactwo roślinności. Zgromadzono tu między innymi wszystkie zioła lecznicze występujące na tym terenie. Jedną z atrakcji Silvarium są również zegary - Puszczański Poromierz Słoneczny - poromierz fenologiczny wskazujący pory roku oraz ptasi zegar wskazujący o której godzinie jaki ptak śpiewa. Sprawdziliśmy -  „zegar działa”.

W skład Silvarium wchodzi również muzeum leśne z wystawami prezentującymi faunę i florę Puszczy Knyszyńskiej oraz Park Megalitów czyli wędrujące skały ułożone w formie celtyckiego kręgu. W kamiennym kręgu znajduje się z brama do Alejki Feg Shui, która wygląda jak miniaturka najbardziej znanych kamiennych kręgów Stonehenge w Anglii. Jest to ponoć magiczne miejsce gdzie można doładować "energię". 

 

Korzystając z okazji uzupełniamy  „energiię” i wyruszamy w dalszą podróż.

Pogoda jest coraz gorsza. Rezygnujemy ze zwiedzania Krynek

 

Szkoda, bo to interesujące miasteczko, którego historia od XVI w. związana jest z Żydami. „Kiedyś było ich tylu, że trudno byłoby sobie bez nich Krynki wyobrazić”. Dzięki nim przez 550 lat miasto rozwijało się i tętniło życiem. W I połowie XX w. Żydzi stanowili 90 % mieszkańców. Krynki znane były z włókiennictwa i garbarstwa. II wojna światowa przyniosła kryńskim Żydom wielką zagładę. W 1941 roku w mieście Niemcy utworzyli getto, a rok później rozpoczęli jego likwidację.  Żydów wywieziono do obozu koncentracyjnego w Treblince.

Świat Żydów kryńskich przestał istnieć, ale do tej pory można wszędzie odnaleźć ich ślady.

Z kultury Żydowskiej w mieście pozostały jedynie: Bożnica Kaukaska, obecnie siedziba Gminnego Ośrodka Kultury, Bożnica słonimskich chasydów, dziś magazyn gospodarczy oraz jeden z najstarszych zachowanych na Podlasiu zabytków po Żydach - Cmentarz żydowski z okresu od XVII do XX w.


Dzisiaj Krynki  to małe senne miasteczko,  znane z wody mineralnej „Krynka”.O Krynkach mówi się,że "Krynki leżą tam, gdzie wróble zawracają". Gdyby nie bogata historia tego miejsca i jego zabytki, Krynki zapewne byłyby skazane na zapomnienie.

 

Niestety, padający deszcz pokrzyżował nam plany. W Krynkach jedynie objeżdżamy słynne rondo ze skwerem pośrodku (dawniej był tu rynek). Jest to  jedyny w Polsce, XVIII-wieczny układ przestrzenny z sześciobocznym rynkiem i dwunastoma promieniście odchodzącymi z niego ulicami.


 Z Krynek kierujemy się w stronę Kruszynian.   Staramy się trzymać jak najbliżej granicy z Białorusią. Jedziemy przez ŁapiczeJamaszeOzierany MałeOzierany WielkieŁosiany.

Stare drewniane domki, przydrożne kapliczki, pojawiające się napisy w języku rosyjskim …. Inny świat, inna bajka …. Malownicza sceneria i  cisza. Pięknie. Mamy wrażenie, że nikt tu nie mieszka, tylko zostały domy. Ale to nie prawda, mieszkają tu ludzie. Narąbane, równiutko ułożone drewno, zaorane pola, tabliczka z napisem „Sołtys” temu przeczą.

Otrzymany sms „Witaj na Białorusi. Koszt połączenia do Polski i lokalnego 5zł/ min. Więcej informacji otrzymasz wysyłając SMS „1” na nr 115 (koszt 1zł)”upewnia nas, że jesteśmy blisko granicy polsko – białoruskiej.   

 

Chcemy podjechać  jak najbliżej. Mieszkaniec Ozieran Wielkich wskazuje nam kierunek. Podjeżdżamy samochodem drogą polną maksymalnie jak tylko można. Teren jest podmokły, pada deszcz, nie chcemy ryzykować dalszej jazdy. W oddali widać już słupki graniczne. Ja zostaję w samochodzie, dla mnie jest za mokro i za zimno. Żartuję, że boję się, że potraktują mnie jak szpiega i ciężko będzie mi się tłumaczyć z wpisu w dowodzie „miejsce urodzenia : Białoruś”.

 

Zdajemy sobie sprawę, że przekraczanie granicy, a nawet samo wejście na pas graniczny po stronie polskiej jest zabronione, a tym samym może sie wiązać z problemami oraz karą finansową. Teraz jest to wschodnia granica Unii Europejskiej i NATO i dlatego jest wyjątkowo strzeżona. Nawet jeśli nie widać nikogo patrolującego granicę, należy wyjść z założenia, że granica jest monitorowana i każde nawet "szybkie wyskoczenie za szlaban i z powrotem" zostanie utrwalone.

 

Jasia z Zenkiem mimo deszczu idą zobaczyć jak wygląda granica. Docierają do słupków granicznych. Za słupkami szeroki pas zaoranej ziemi, dalej nie widać, żadnych zabezpieczeń.  Robią pamiątkowe zdjęcie i wracają do samochodu.

 

Następny punkt naszej wycieczki to Kruszyniany. Najważniejsza wieś tatarska w Polsce. Dawniej Kruszyniany stanowiły duży ośrodek muzułmański i należały do płk. Samuel Murza Krzeczowskiego.  Wieś podarował mu Jan III Sobieski  za uratowanie życia w bitwie pod Parkanami.

Dziś jest tu drewniany meczet i mizar czyli cmentarz tatarski. A swoją popularność Kruszyniany zawdzięcząją  Dżennecie i Mirosławowi Bogdanowiczom. To oni  z tradycji, kultury, religii i kuchni tatarskiej stworzyli  produkt turystyczny, którego marka jest rozpoznawalna w Polsce i na świecie.

 

Wjeżdżamy  do wsi . Jesteśmy zmarznięci, mokrzy i głodni. Mamy straszną ochotę spróbować tatarskich specjałów. Czytaliśmy o pysznym jedzeniu w  Tatarskiej Jurcie – o kołdunachczeburekachpierekaczewnikulistkowcupieremiaczachkibinach,cebulnikach.

 

Niestety nie dojechaliśmy do Tatarskiej Jurty, zatrzymaliśmy się w napotkanym zajeździe „Na końcu świata”.  I to był błąd.  Zamówiliśmy: pyzy z serem (2 sztuki – 15zł), czeburek (2 suche, pieczone pierogi z mięsem – 25zł) i zawijaniec tatarski (kawałek strucla z mięsem – 15z)ł. I nie wiem czy to wina kucharza czy kuchni tatarskiej, ale potrawy nie przypadły nam do gustu. Jedynie smakowały nam pyzy. Powrócił smak dzieciństwa - takie pyzy robił kiedyś nasz tata. Nie chcemy już tu nic jeść ani pić, jedziemy dalej.

 

Na kawę zajeżdżamy do Tatarskiej Jurty. Trudno nam ocenić to gospodarstwo agroturystyczne, bo nasza wizyta trwała bardzo krótko, padał deszcz i ograniczyliśmy się do kawy pachnącej przyprawami korzennymi, tatarskich ciasteczek Czk-Czak,  i tatarskiej jurty. Zapamiętaliśmy jedynie, że w restauracji było ciepło, „leciała” muzyka tatarska, a na dużym ekranie telewizora była prezentacja zdjęć z wizyty księcia Karola w Kruszynianach.

 

Po zwiedzeniu meczetu i cmentarza wyruszamy w stronę Białowieży.

 

Wybieramy oczywiście trasę przy granicy – ŁosinianyRudakiChomontowiceBobrownikiGobiaty, Narejki,Świsłoczany, Mostowiany, Dubiany, Jałówka. Jedziemy drogami gruntowo – żwirowymi, taw. szutrowymi  podziwiamy lasy, napotkane wioski, piękne drewniane chałupki, cudowne krajobrazy.  Klimat prawdziwego skansenu tworzą liczne  domy, obiekty ludowego budownictwa drewnianego ze zdobieniami okien i szczytów domów, drewniane stodoły i spichlerze o konstrukcji zrębowej oraz  wiejskie żurawie. Na odcinku przygranicznym w dolinie Świsłoczy widać, że  wsie wyludniające się. Dolinę Świsłoczy  zamieszkuje ludność pochodzenia białoruskiego, wyznania prawosławnego. Są wsie np. Rudaki gdzie mieszkańcy w większości mówią dialektem będącym mieszaniną wpływów polskich, białoruskich i rosyjskich.

Pytając o drogę na chwilę zatrzymujemy się w Jałówce.  Tradycyjna, drewniana zabudowa wioski kontrastuje z pękatą cerkwią prawosławną wybudowaną w 1966 r. Kiedyś było to małe miasteczko, którego połowę mieszkańców stanowili Żydzi.

 

Urzekł nas ten zaczarowany świat. Wrócimy tu na pewno.  Podziwianie tych regionów z okien samochodu, gdy pada deszcz i jest zimno, trudno nazwać zwiedzaniem.

 

Aby dojechać do Białowieży musimy okrążyć zalew - Jezioro Siemianowskie. W Narewce zamiast pojechać na Hajnówkę, skręcamy na Guszewinę i jedziemy przez Puszczę Białowieską drogą, której nie powinno tu być. Droga asfaltowa jest w tragicznym stanie, dziura na dziurze.

Licząc, że za chwilę coś się zmieni, zapędziliśmy się na tyle daleko, że nie warto zawracać. Nasza cała uwaga nie jest skupiona na przyrodzie, ale na drodze. Uda się przejechać czy też nie. W dodatku robi się coraz ciemniej. Horror. Ciekawe kto wpadł na pomysł asfaltu w puszczy. Czy nie lepszym rozwiązaniem są drogi szutrowe? Zdecydowanie odradzamy tę drogę. Tragedia. Całe szczęście, że nie zastała nas tam noc.

 

Gdy docieramy do Białowieży za chwilę,  jest już ciemno. Dzięki życzliwości „tubylca” udaje nam się znaleźć nocleg. Zostajemy na kwaterze prywatnej. Pokój 3 osobowy z łazienką i kuchnią do dyspozycji – 70zł/doba. Super.

 

Po takim „puszczańskim horrorze” jesteśmy głodni i mamy ochotę na piwo. Gospodyni informuje nas, o sklepie w pobliżu. Rzeczywiście, sklep jest blisko. Pani ekspedientka trochę mało kontaktowa, małomówna i z dystansem do „obcych”. Ale dostawca kręcący się po sklepie, to super rozmówca, kopalnia informacji. Handluje z Białorusią i Litwą. Właśnie przywiózł towar. Zachęceni opowieściami, kupujemy kwas chlebowy i chałwę słonecznikową. Na jutro odkładamy zakup wędliny i serów.

Siedząc już w pokoju po kolacji przy piwku dzielimy się spostrzeżeniami z dzisiejszej wędrówki. Dochodzimy do wniosku, że aby poznać specyfikę tych regionów, musimy przyjechać ponownie na dłużej. Jesteśmy zmęczeni, oczy same się zamykają. 

Podziel się:
Wszelkie prawa do tego tekstu są zastrzeżone. Publikowanie go w całości lub części wymaga zgody Wydawcy.

Kierownik Redakcji: Hanna Laska-Kleinszmidt

tel 55 611 20 69

Jeśli chcesz dodać swój komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się tutaj.
MENU

eŚWIATOWID W LICZBACH

 

Publikacji: 9773
Galerii: 301
Komentarzy: 1354

 


Liczba odwiedzin: 3545620

KONTAKT Z REDAKCJĄ

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich
"ŚWIATOWID"

pl. Jagiellończyka 1
82-300 Elbląg
tel.: 55 611 20 50
fax: 55 611 20 60

 

Redakcja:
redakcja@eswiatowid.pl
tel.: 55 611 20 69

Administrator systemu:
adm@swiatowid.elblag.pl
 

 

 


 

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.