Gazeta
Internet

Witaj,     |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

Dołącz do eKulturalnych
Zapomniałem hasła
Przejdź do eKulturalni.pl
GDZIE JESTEŚ:  E-ŚWIATOWID    Aktualności

Data dodania: 21.02.2012 01:06 Kategoria:Esej i Felieton Autor:inf. nadesłana, J.K.-D. Placówka:Brak
50 lat Światowida: Wspomnienie zza oceanu
A.Arsenowicz, z prywatnego archiwum
A.Arsenowicz, z prywatnego archiwum

Był najpierw zastępcą, potem krótko dyrektorem Elbląskiego Ośrodka Kultury. Andrzej Arsenowicz w ośrodku kultury w Elblągu pracował od września 1988 roku do października 1990 r. Jak wyglądała wtedy ta instytucja, która niebawem obchodzić będzie jubileusz 50-lecia?

 

Moja praca w Elbląskim Ośrodku Kultury rozpoczęła się dla mnie dość nieoczekiwanie i nie bez wahań! Zostałem "przyjęty" do grona, które znalem ze współpracy z działaczami kultury,  ponieważ często organizowaliśmy wspólne przedsięwzięcia. Dyrektor Gerard Gołuński dał mi wolna rękę - za co mu dziękuję - bo inaczej bym się "dusił".

Zacząłem od wszelakich przeróbek i to nie tylko stricte budowlanych, ale również strategicznych, osobowych i statutowych. Zakończyliśmy remont "Promyka". Następną rzeczą - dość ważną dla realizacji działań artystycznych, repertuarowych - była przebudowa kina, a ściślej rzecz ujmując, rozbudowanie podscenium z całym zapleczem, a więc garderobami i zapleczem sanitarnym.
Jakaż radość! Będziemy mieli salę, w której nie tylko będą wyświetlane filmy, realizowane koncerty, recitale, wykłady, a także spektakle! Otwarcie uświetnił Michał Bajor, a entuzjaści z lampką szampana lub wina wiernie nam kibicowali.

Wkrótce jednak nasz budynek zaczął przeciekać. To był szok, oznaczał konieczność ponownego remontu. Czasu było mało, chcieliśmy jeszcze odnowić elewację, odświeżyć pokoje.

Równolegle zaczęła się walka o przejęcie sali gimnastycznej, co wydawało się wręcz rzeczą niewykonalną. Ale z moją grupą zapaleńców, wszystko było możliwe. I udało się. Ale to oznaczało kolejny remont, bo sala i jej zaplecze były w opłakanym stanie. Pojawiły się też wątpliwości - czy podołamy finansowo, czy uporamy się z czasem i na dodatek czy nie ucierpi na tym działalność statutowa. Pracowaliśmy od świtu do nocy! Pozyskaliśmy wspaniałych ludzi, którzy czuli tak, jak my i dawali z siebie wszystko. Dołączył do naszej szalonej gromady Antoni Czyżyk, bo "Jantar" już był. Okazał się to strzał w dziesiątkę, bo został moją prawą ręką. W tym miejscu pozwolę sobie wymienić tych druhów: Bogusia Bartnikowska, Jacek Bagiński, Grażyna Kowalska, która zaczęła przekonywać się do naszych szaleństw, Basia Jungnikiel, Berta, Iwona, minister finansów Henryka i nasza kochana Wanda "szef portierów".

Dział Administracyjny z Waldkiem Kutowińskim na czele sprężał się i ponaglał wykonawców, aby jak najszybciej przygotować obiekt do pracy. Pracownicy merytoryczni czekali w cuglach na realizację naszych pomysłów. Te pomysły rodziły się w każdej sytuacji -  na naradach, w kuluarach, podczas imprez, na podsumowaniach tychże i na spotkaniach towarzyskich. A lubiliśmy spotykać się poza godzinami pracy i snuć wizję "robienia" kultury przez duże K.

Mając wyremontowane obiekty mogliśmy pokusić się o imprezy dużej rangi. Takim spektakularnym wydarzeniem były warsztaty taneczne zorganizowane dla zespołów uczestniczących w Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie. Gościliśmy zespoły m.in. z USA, Kanady, Francji, Belgii, Szwecji i Litwy. W niewielu miastach odbywały się takie zgrupowania, które były dla Polonusów niebywałą lekcją historii i patriotyzmu.
A wszystko to zawdzięczamy śp. Czesiowi Kujawskiemu.
Organizacja tak wielkiego przedsięwzięcia przerosła nasze oczekiwania. Było ciężko, powiedziałbym nawet, bardzo ciężko. Ale daliśmy radę. Nasi goście nie mogli nachwalić się, że z tak niewielką grupką ludzi stworzyliśmy im warunki, w których czuli się jak u siebie. Atmosfera sprzyjała zawiązywaniu się przyjaźni, a nawet miłości!

Szczęście sprzyjało nam coraz częściej, co było pewnie nagrodą za ciężką pracę. Mogliśmy na przykład wyjechać na zachód - do RFN na zaproszenie właściciela klubu tańca Pana Opitza z Leer. Antoni i klub taneczny zrobili wszystko, by nas zauważono. W trakcie pobytu odbyły się oficjalne rozmowy z burmistrzem Leer o dalszej współpracy na niwie kultury. Dzisiaj jest to partnerskie miasto, a pan Opitz został Honorowym Obywatelem Elbląga.

Zaczęliśmy organizować międzynarodowe turniej tańca towarzyskiego, na których gościliśmy pary taneczne zza tak zwanej "żelaznej kurtyny", a więc z Danii, Szwecji, Włoch i RFN.
Po naszej wizycie w Leer turnieje przez nas organizowane przybrały charakter święta z całą jego oprawą. Wspaniała scenografia, żywe kwiaty, drzewa, a ponadto można było podziwiać piękne pary taneczne siedząc przy stolikach, co było całkowitym nowum.

Nie sposób jest wymienić wszystkich naszych działań, a było ich naprawdę wiele. I nie zawsze spotykały się one z pozytywnym nastawieniem władz. Musieliśmy przekonywać wielu do celowości ich realizacji. Niektóre pomysły czasami wręcz graniczyły z łamaniem ówczesnego prawa.
Podczas balu sylwestrowego zorganizowaliśmy loterię fantową, która bardzo uatrakcyjniła naszą ofertę, a także przyniosła określone zyski. Fanty pozyskiwaliśmy od ...sponsorów.

Wówczas ich tak nie nazywano, byli to zaprzyjaźnieni przedsiębiorcy i nasi sprzymierzeńcy. Rozpoczęliśmy działalność gospodarczą, co w ówczesnych czasach było nie do pomyślenia. Dostaliśmy w komis odzież od zachodnich producentów, którą sprzedawaliśmy z powodzeniem w naszym butiku.

Zorganizowaliśmy też dyskotekę dla młodzieży z programem artystycznym, pokazami mody, prezentacją osiągnięć naszych sekcji i instruktorów. Tak wielką gamę propozycji kulturalnych należało jeszcze wypromować, by zachęcić mieszkańców Elbląga do uczestnictwa w nich.

Szukaliśmy wszelakich sposobów dotarcia z informacjami. Oprócz biuletynu, który wydawaliśmy sami, stworzyliśmy nowatorską formę promocji, a mianowicie tramwaje i autobusy oklejone naszym logiem i wymalowane naszymi barwami (notabene robili to sami pracownicy działu reklamy ? brawo!). Taka jeżdżąca reklama robiła wówczas ogromne wrażenie, a do tego jeszcze w środku pojazdów słychać było głos lektora, który ujmującym głosem z muzyką w tle, zachęcał do uczestniczenia w przedsięwzięciach kulturalnych Elbląskiego Ośrodka Kultury.

To pokrótce reminiscencje z mojej niedługiej "kariery Dyrektora". Obraz to zapewne niepełny i nie w pełni oddający ducha pracy w tymże czasie, ale łezka zakręci się zapewne niejednemu, niejednej z osób, które w dużej mierze przyczynili się do tworzenia tamtych klimatów i wdrażania nowych form pracy w kulturze. Dziś pewnie nie dziwią one nikogo... Ach! Co to był za czas! Wcale niełatwy, bo jeszcze tkwiliśmy w "komunistycznych" realiach, ale dający nadzieję na zmiany, nie tylko w pracy w kulturze. Teraz tę małą Polskę z jej kulturą, tworzę na antypodach i jakże mi żal!...

 

Chicago, styczeń 2012

Podziel się:
Wszelkie prawa do tego tekstu są zastrzeżone. Publikowanie go w całości lub części wymaga zgody Wydawcy.

Kierownik Redakcji: Hanna Laska-Kleinszmidt

tel 55 611 20 69

Jeśli chcesz dodać swój komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się tutaj.
MENU

eŚWIATOWID W LICZBACH

 

Publikacji: 10935
Galerii: 307
Komentarzy: 1354

 


Liczba odwiedzin: 5627617

KONTAKT Z REDAKCJĄ

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich
"ŚWIATOWID"

pl. Jagiellończyka 1
82-300 Elbląg
tel.: 55 611 20 50
fax: 55 611 20 60

 

Redakcja:
redakcja@eswiatowid.pl
tel.: 55 611 20 69

Administrator systemu:
adm@swiatowid.elblag.pl
 

 

 


 

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.