Tłusty czwartek zwiastuje koniec karnawału, jeszcze tylko kilka dni i to Wielki Post będzie porządkował nasze życie, skłaniając do refleksji i zadumy. Jednak jeszcze ostatnie dni karnawału przed nami... Jakie były tradycyjne zwyczaje Warmiaków i Mazurów w trakcie Zapustów?
Zapusty to, według tradycji, trzy ostatnie dni karnawału. Czym wtedy zajmowali się Warmiacy i Mazurzy? Imprezowaniem - to fakt przebadany i potwierdzony. W zapusty urządzało się zabawy, tańczyła cała wieś, przygotowywano lepsze jedzenie - pieczono pączki i plince.
Bardzo ciekawe w śledzeniu obrzędowości jest odnajdywanie nawiązań - w tradycyjnych wierzeniach Warmiaków i Mazurów można bardzo łatwo odnaleźć relikty dawnego święta zmarłych. Tak było jeszcze kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej, obecnie zwyczaje zmieniają i unifikują się tak szybko, jak jeszcze nigdy w historii.
Niezwykle istotnym dniem zapustów był ostatni ten ostatni, czyli wtorek, przed Środą Popielcową. Istniał szereg zakazów, którym trzeba było wtedy podporządkować się, a wśród nich... zakaz kręcenia maszynami - żeby się wilki nie przewłóczyły czy zakaz jedzenia grochu, chroniący przed wrzodami.
W tym czasie istniał również zwyczaj chodzenia po wsiach orszaków przebierańców. W takim orszaku mógł się znaleźć niedźwiedź, koza, bocian, drewniany koń, kobiety przebrane za mężczyzn i mężczyźni za kobiety.
Najhuczniej bawiono się ostatniego dnia. Wtedy to często urządzano składkowe zabawy w karczmach, w których uczestniczyła niemal cała wieś. Wśród ówczesnych zwyczajów istniał m.in. taki, że uplecione z wierzbiny koło zarzucało się na tańczące pary - jeśli złapało którąś, to para musiała się wykupić. Do bardzo ciekawych należał również ten o wieszaniu huśtawki w drzwiach domu - każdy domownik musiał się na niej pohuśtać co najmniej dziesięć razy - oraz o zarzucaniu wianka z choiny na gałąź przybitą nad drzwiami - jeśli udało się za pierwszym razem oznaczało to wyjście za mąż jeszcze w tym samym roku.
W zapusty również tańczono - bo kto wysoko skakał, temu len rósł równie wysoki - we wtorek, w poniedziałek tańczono na kartofle, a w niedzielę na zboże. Straszono się wzajemnie maskami z dyni i buraka.
Na koniec zabawy, po północy, wynoszono do lasu patelnię lub też - w zależności od regionu - wieszano ją na kominie. Kto zatańczył po północy, później miał tańczyć z diabłem.
Obfitość zwyczajów, wśród których do dziś w powszechnej świadomości pozostał nam jedynie tłusty czwartek? Czy gdzieś na warmińskich i mazurskich wsiach żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają te obyczaje? Czy znajdą się tacy, którzy je kultywują?
***
Informacje o warmińsko - mazurskich zwyczajach pochodzą z książki Anny Szyfer Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Mazurów i Warmiaków.